Zaprzeczenie, złość, negocjacje, depresja, akceptacja

kłótnia
.

Zaprzeczenie
– Dlaczego zabierasz te koszulki?
– Wygodniej mi, kiedy ubieram się w pracy.
– Pamiętasz, że wrócę dzisiaj później? Mam dentystę.
– Jasne. Nie ma sprawy.

Nie, to niemożliwe, żeby działo się coś złego. Uśmiechając się, całuję go w policzek i macham ręka przez okno, patrząc jak niesie naręcze swoich ubrań do samochodu. Czeka go ciężki dzień. Nowy, wymagający klient. Najbliższe soboty będą zajęte, za to wakacje spędzimy razem, rodzinnie. Będzie świetnie. Drobne ukłucie jednak towarzyszy sercu, kiedy widzę te koszulki, jakby coś głęboko ukryte próbowało mi powiedzieć, że nagle opustoszała półka w domu coś znaczy…, ale co może znaczyć? Jest zapracowany i tyle. Chce mieć swoje ciuchy tam, na miejscu.

Zaprzeczenie to nasz mechanizm obronny – pozwala nam zaprzeczyć prawdzie, która bywa trudna do przyjęcia. Tak naprawdę zdajemy sobie sprawę z tego, co się dzieje, ale nie wierzymy.

Złość

– W moim poprzednim związku nigdy nie było aż tak źle. Nigdy się nie kłóciliśmy.

– Naprawdę? Widocznie nie mieliście sobie nic do powiedzenia.

– Dlaczego się izolujesz? Jak możesz ciągle powtarzać, że wszystko jest w porządku?!

– Czy ty mnie kochasz? Chyba nie zostajesz ze mną ze względu na mieszkanie?

– No wiesz… Postaw się w mojej sytuacji.

– Wynoś się!

Jak mógł zabrać te cholerne koszulki, mówiąc, że to dla mojego dobra? Jestem niby zapracowana, zmęczona, mam tyle obowiązków na głowie, więc chce mnie odciążyć. Jakie to egoistycznie i wygodne, a z drugiej strony czy ja wyglądam na głupca, który nie domyśli się prawdziwych intencji? Chcesz więcej swobody? Proszę bardzo! Nie wracaj.

Złość, że nie jest tak, jak sobie wyobrażaliśmy. Gniew, że zostaliśmy oszukani, zdradzeni, porzuceni z zawiedzionym zaufaniem. Złość, że nasze życie miało przecież wyglądać inaczej. W miarę możliwości trzeba te emocje przeżyć i dać im ujście.

Negocjacje

– Myślisz, ze nam się uda?

– Nie wiem, chyba nie.

– Czy ty nas kochasz? Cokolwiek czujesz?

– Nie tak to sobie wyobrażałem.

– A jak? Przecież wszystko da się naprawić.

– Chcę spokoju.

Ja również. Chcę, żeby życie przestało się chwiać, chcę mieć udany związek, życie, rodzinę.  Chce robić tuczące grille z sąsiadami i kupować karkówkę, której większość nie powinna jednak lubić. Podobno wszyscy jesteśmy zepsuci przez rodziców. W sensie dosłownym. Bronimy się przed genetycznym obowiązkiem bycia podobnymi do nich. Nie uda się. Powtarzamy jakieś dziwne historie. Już to wiemy… i codziennie widzimy w lustrze.

Targujemy się z własnym „ja”, targujemy się z partnerem i z Bogiem. Nie uda się. Czujemy, że musimy zaakceptować nową rzeczywistość. Resztkami duszy nie chcemy się na to zgodzić, ale nie ma wyjścia. Świat galopuje do przodu.

Etap negocjacji to moment, kiedy jeszcze ze łzami w duszy czujemy, że coś jest nie tak, że nie da się niczego cofnąć, że rzeczywistość już zawsze będzie wyglądała inaczej. Przeczuwamy, że nadchodzi to nieuchronne „coś innego”, którego nie chcemy.

Depresja

– Co u Ciebie?

– W porządku.

Wiemy. Już nie ma tego życia, które było i nie będzie. Dopiero teraz rozumiemy, że ta rozmowa była ważna…

– Powiedz to.

– CO?

– Po prostu powiedz uczciwie. Nie uciekaj.

– Co to zmieni?

– Nic. Powiesz i będzie wiadomo jak jest…

Więc cierpimy. Skrycie lub jawnie, udając, że u nas wszystko jak zawsze. Nie ma koszulek w szafie, spodni, bielizny i butów. Nawet zapach zniknął. Życie z jakiegoś podłego powodu toczy się jednak dalej, choć nie powinno skoro przed drzwiami stoi już tylko jedna para butów, a na szafce jest jeden komplet kluczy. Jak to możliwe, że ci wszyscy ludzie, którzy mnie mijają są szczęśliwi? Na pewno nie są. Udają. Mam ochotę uciec do domu, położyć się w łóżku i nie wstawać. Nigdy. Dlaczego jestem sama? Co ze mną nie tak?

Etap, kiedy rozumiemy, że już nic nie będzie jak dawniej. Nie da się wrócić do przeszłości, zmienić tego, co się stało. W rzeczywistości mamy poczucie, że z niczym nie jesteśmy sobie w stanie poradzić. I ta kusząca myśl: znieczulę się na rzeczywistość. Alkohol, narkotyki, ryzykowny seks i imprezy… Byle zapomnieć, że muszę zaakceptować nowe życie. Nie chcę go.

Akceptacja

– Myślisz, że kiedyś będę szczęśliwa?

Jasne. Powinnaś wyjść z domu!

– Daj mi spokój, chociaż… może rzeczywiście powinnam?

– Zaczęłam nowa pracę. Jadę na wakacje w niezwykłe miejsce.

– Super!

– Myślisz? Może rzeczywiście będzie fajnie. Cieszę się z tego wyjazdu.

Powoli, niemal niezauważalnie, pojawia się myśl, że może jest jakieś życie w nowym dla mnie świecie. Ta myśl przebłyskiwała być może wcześniej, ale zraniona i zrozpaczona rozstaniem nie chciałam wierzyć, że świat przetrwa, skoro mój się skończył. Powinien runąć wraz ze mną, a jednak nie runął i ma się świetnie. Może jednak odnajdę akceptowalny rodzaj komfortu, który sprawi, że pogodzę się z rozstaniem, że uwierzę w szczęście i spokój.

Akceptacja to stan pogodzenia się ze stratą. Moment, kiedy rozumiemy, że świat przetrwa tak czy inaczej. Moment, kiedy powoli dociera do nas myśl, że tak jak jest teraz, jest dobrze.

zaprzeczenie

złość

negocjacje

depresja

akceptacja

Ta historia jest prawdziwa. Jej przebieg jest banalny i zapewne typowy dla wielu rozstań. Nie stało się nic spektakularnego: nikt nikogo nie zdradził, nie stosował przemocy, nie obrażał, nie wyzyskiwał. Tym razem historia nie skończyła się dobrze, ale przecież bohaterowie mieli wybór. Wiedzieli, jak to się skończy od początku i brnęli dalej, woląc przezywać wszystkie etapy rozpadu związku i żałoby.

Macie wybór. W prawo lub w lewo, góra lub dół, pójść lub zostać, pozwolić na rozpad związku lub pójść na terapię małżeńską. Od Was zależy, czy zatrzymacie kłopoty na początku czy pozwolicie im na dojście do końca.

Macie wybór!

Poradnia psychologiczna www.sensity.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

43 − = 41